Sweterek mojej mamy i spódnica z burdy 7/2016

   


Kolor musztardowy skradł moje serce już ubiegłej jesieni, ale tego roku w mojej szafie będzie go jeszcze więcej! 

Hmm... Zastanawiam się o czym będzie ten post, bo czuję, że walkę z moją spódnicą wygrał sweterek mojej mamy. 

Dostałam go od niej w tamtym roku, jest świetny! Ciepły, przyjemny w dotyku, w dodatku śliczny! Udziergała go sama na drutach. Próbowałam kiedyś nauczyć się samych podstaw dziergania, ale brakowało mi do tego cierpliwości. Może za jakiś czas znów powrócę do nauki... 

Jeśli chodzi o spódnicę to nie był zaplanowany projekt. Kupując materiały dostałam w gratisie mały kupon bardzo starej tkaniny. Gruba bawełna, twarda i zbita. Oj żałowałabym, gdybym zrealizowała moją pierwszą myśl, którą był bieżnik na stół. Więc uszyłam spódnicę z wykroju Burdy. Oczywiście najmniejszy rozmiar okazał się być dużo za duży. Częściej szyłabym z Burdy, ale za każdym razem muszę liczyć się z modyfikacjami wykrojów, które są zawsze za duże. Niestety... Tym razem też nie obeszło się bez poprawek. Najważniejsze, że w końcu jest! Zajęła mi sporo czasu, bo zaliczyłam małą kłótnię z ovelockiem, który odmówił mi posłuszeństwa. Od tamtego momentu zaczęłam zastanawiać się nad zakupem lepszego sprzętu. Kto wie, może za jakiś czas mojego starego Singera zastąpi nowocześniejsza maszyna albo pogodzimy się i będziemy żyć razem długo i szczęśliwie. 

Spódnica wykończona jest pół na pół overlockiem i lamówką. Góra i dół podszywana ręcznie. Było to bardzo czasochłonne, ale efekt jest tego wart. Starałam się zachować powtarzalność wzoru, co w przypadku takiego małego kawałka tkaniny było bardzo trudne. 

Zdjęcia robione przy Zamku w Rogowie Opolskim.









Komentarze

Popularne posty